LA HOYA

Czy we wnętrzach istnieje data ważności?

Agnieszka Hoja-Jurewicz·

O modzie, „Millennial Grey” i projektowaniu na lata

Czy istnieje coś takiego jak moda we wnętrzach? A jeśli tak – po co właściwie się do niej stosować? Rozłóżmy ten temat na czynniki pierwsze. Co składa się na dobre wnętrze? I co sprawia, że czujemy się w nim po prostu u siebie?

Skoro każdy z nas czuje i myśli w sposób unikatowy, jaki sens ma podążanie za masowymi trendami?

Projektowanie "na miarę", nie na sezon

Jako architekt i projektant wnętrz w LA HOYA, współpracę z klientami opieram przede wszystkim na nich samych. Zaczynam od głębokiego wywiadu: co im się podoba? W jakich przestrzeniach odpoczywają? Jakie rytuały towarzyszą im każdego dnia?

Pytam o rzeczy fundamentalne: czy wolą budzić się w ostrym, porannym słońcu od wschodu, czy preferują nastrojowy, zacieniony zachód? Czy priorytetem jest ogromna kuchnia połączona z tarasem? Skoro tworzę indywidualne projekty dla niepowtarzalnych ludzi, sztywne trzymanie się aktualnej mody wydaje się… nielogiczne.

Case study: Mieszkanie mojego męża (2018 vs. Dziś)

Dajmy za przykład mojego męża. Jeszcze przed ślubem, w 2018 roku (kiedy studiowałam architekturę wnętrz na Politechnice Łódzkiej), pomagałam mu urządzić jego pierwsze mieszkanie.

Co wtedy królowało w salonach? Białe kuchnie w wysokim połysku, beton architektoniczny i wszechobecny „Millennial Grey”. Do tego zimne, niemal szpitalne LED-y i chromowane dodatki. Mój luby uwielbiał jednak wnętrza ciemne i nastrojowe. Jak jego preferencje miały się do ówczesnej mody? Nijak. I całe szczęście!

Zaprojektowałam mu wnętrze, które wtedy wyłamywało się z obowiązujących trendów:

  • Granatowa kuchnia z rdzawą wyspą i miedzianym okapem (wtedy miedź oferował tylko Nortberg, reszta rynku była czarno-biała).
  • Witrynka z dymionym szkłem i nastrojowe, bardzo ciepłe światło LED, które budowało klimat, zamiast razić w oczy.
  • Mural na całą ścianę: Mąż zaryzykował i oddał mi główną ścianę w salonie (2,7 x 2,7 m), na której namalowałam jedną z łódzkich, wielkomiejskich kamienic narożnych.

Mąż zaryzykował, a ja chwyciłam za pędzle. Tak powstała nasza prywatna łódzka kamienica na ścianie 2,7 x 2,7 m. Dekoracje w salonie stanowią też prace ceramiczne mojego autorstwa.

"Stała zmienna" w mieszkaniu - nowe obrazy, które maluję i rośliny.

Efekt? Mija 8 lat. Dziś miedź, rdza i dymione szkło wiodą prym w realizacjach. Najciekawsze jest to, że to wnętrze wygląda dziś na nowsze, niż jest w rzeczywistości! To dla mnie dowód na to, że projektowanie w zgodzie z samym sobą wytrzymuje próbę czasu znacznie lepiej niż najgorętsze trendy, które bywają po prostu krótkowzroczne.

Lampy są efektem kilkutygodniowej pracy podczas warsztatów ceramicznych.

Tajga dobrze czuje się w otoczeniu roślin. Kratka na rośliny powstała według autorskiego pomysłu. A na ścianie, za posłaniem, kafelek z pobytu na Majorce.

Czy dobre wnętrze może się zestarzeć?

Wracając do historii „Pana Blue Interior” – czy nie słuszniej jest skupić się na indywidualnych potrzebach, zamiast sztucznie naginać je do aktualnego katalogu?

Dla mnie projekt jest jak suknia ślubna szyta na miarę. Musi być spójna z osobą, która ją nosi. Ma być najpiękniejszą i najbardziej komfortową wersją rzeczywistości.

Jeśli projekt jest uczciwy, spójny i funkcjonalny – czy ma szansę stać się „gargamelem”? Czy secesyjne detale albo monumentalna architektura Rzymu kiedykolwiek przestały nas zachwycać? To, co jest piękne, ergonomiczne i trwałe, nie ma daty ważności.

Miedziany okap i dymione szkło w 2018 roku? Intuicja podpowiadała, że to stworzy klimat na lata!

A Wy? Projektujecie pod dyktando trendów czy słuchacie własnej intuicji?