Drugie życie biura rodziców, czyli o potencjale niedużych przestrzeni
Zaczęło się od listy życzeń, która zdawała się nie mieć końca. Czego najbardziej potrzebowałam w moim biurze? Dwa monitory (ergonomia przede wszystkim!), miejsce na niezliczone katalogi, ekspozycja próbek kamieni i spieków, dużo, dużo roślin i... to „coś”, co sprawi, że każdy klient od progu poczuje klimat moich projektów. Lista się wydłużała, a wyzwań było więcej: sprawna realizacja (w oczekiwaniu na dofinansowanie!) i konieczność zamknięcia się w rozsądnym budżecie.

Punkt wyjścia: Obraz (dosłownie!)
Projektowanie zazwyczaj kojarzy się z układem ścian, ale u mnie punktem wyjścia był obraz. Wielkie płótno (100x150 cm) ustawiło całą przestrzeń. Jego rudości, brązy i żółcienie idealnie korespondują ze słońcem, które wpada do biura zorientowanego na zachód.
Paleta barw była już jasna: MOCNE rudości, neutralne beże i czarne, kontrastowe akcenty. Do tego kultowe krzesła w stylu Bauhausu po rodzicach - czarna skóra i chromowane nóżki nadały przestrzeni wyrazisty charakter.
Kolor i światło – tu nie ma kompromisów
Testowanie kilkunastu odcieni beżu i rudości może wydawać się przesadą, ale wierzcie mi – odcień odcieniowi nierówny. Testujcie kolory zawsze na miejscu, nigdy w sklepie!
Podobnie ze światłem. Sufit i ściany pomalowane na ten sam kolor (neutralny beż) zatarły granice niskiego pomieszczenia (245 cm). Oświetlenie sufitowe uzupełniłam taśmami LED o ciepłej barwie i designerską lampą z...IKEA. W oprawach sufitowych wymieniłam żarówki na takie o wysokim parametrze oddawania barw - dzięki temu lampka biurkowa stała się zbędna.


Design z sieciówki i detale „z duszą”
Nie boję się rozwiązań z IKEA, ale uwielbiam nadawać im indywidualny charakter. Aby standardowe szafki nabrały „mojego” stylu, dodałam własne nóżki, a TIP-ONy zastąpiłam gałkami. Ten prosty trik kompletnie zmienił odbiór produktu! Katalogi pogrupowałam w plecione pudła, co pozwoliło uporządkować przestrzeń.
W biurze nie ma miejsca na nudę:
- Rośliny: Kocham monstery, więc wielki okaz musiał znaleźć się w sercu biura. Część kwiatków kupiłam jeszcze zanim zaczął się remont (przetrwały!). Dziś kolekcja stale rośnie dzięki moim wspaniałym gościom i inwestorom. Aby nie ograniczać ich ilości, pojawiła się dedykowana półka.
- Podłoga: Szukając oszczędności, zostawiłam istniejące, neutralne wizualnie kafle. Przykryłam je rudym dywanem, co natychmiast ociepliło wnętrze.
- Maskownice wielofunkcyjne: Jedna ukrywa kratkę wentylacyjną i daje nastrojową poświatę LED, druga chowa karnisz. Zasłony z sieciówki wymagały jedynie skrócenia.


Ściana, która żyje
Jedna ze ścian to moja „ruchoma kompozycja”. Spieki, kamienie, mikrocementy, forniry - poukładane kolorystycznie lub tematycznie. To serce biura, które zmienia się wraz z projektami, nad którymi aktualnie pracuję. Inspiruje mnie i ułatwia decyzje moim inwestorom.


Łazienka: Metamorfoza bez kucia
Tu postawiłam na renowację. Kafle przemalowałam specjalną farbą. Punktem wyjścia znów stał się mój obraz - tym razem pamiątka z Majorki, inspirowana zachodem słońca. Większość kafli to złamana biel, a ścianka oddzielająca umywalkę od toalety to zgaszona, rozbielona terakota. Wymieniłam syfon na dekoracyjny, dodałam półprzepuszczalną roletę i, oczywiście, kwiatek!


Wejście i pierwsze wrażenie
Aby wyodrębnić wejście do biura, dodałam donice z roślinkami na parapecie oraz iglaste drzewko obok drzwi. W mini-hallu wejściowym wisi moja praca upamiętniająca tortury- rysunek techniką „kropek”, który realizowałam podczas kursu przed studiami. To był prawdziwy test na cierpliwość!


Jak się pracuje w studio LA HOYA?
DOBRZE. Mam swoje miejsce. Od wejścia wita mnie piękny zapach perfum, w biurze praktycznie zawsze gra playlista z elektroniką. Ściana próbek inspiruje do śmiałych decyzji projektowych, a obrazy i rośliny przypominają o moich pasjach.
Serdecznie zapraszam na kawę! Wspólnie stworzymy coś wyjątkowego.

P.S. Na koniec muszę wspomnieć o moim osobistym „dziale wsparcia”. Ogromne podziękowania dla męża (człowieka od wszystkiego!) i rodziców. Bez tej technicznej (i cierpliwej!) pomocy studio LA HOYA nie ruszyłoby tak sprawnie. ❤️


