LA HOYA

LA HOYA STUDIO, czyli nieduża przestrzeń, wielkie oczekiwania i rozsądny budżet.

Agnieszka Hoja-Jurewicz··3 min czytania

Drugie życie biura rodziców, czyli o potencjale niedużych przestrzeni

Zaczęło się od listy życzeń, która zdawała się nie mieć końca. Czego najbardziej potrzebowałam w moim biurze? Dwa monitory (ergonomia przede wszystkim!), miejsce na niezliczone katalogi, ekspozycja próbek kamieni i spieków, dużo, dużo roślin i... to „coś”, co sprawi, że każdy klient od progu poczuje klimat moich projektów. Lista się wydłużała, a wyzwań było więcej: sprawna realizacja (w oczekiwaniu na dofinansowanie!) i konieczność zamknięcia się w rozsądnym budżecie.

Początek drogi. Stare biuro rodziców czekało na nową energię.
Początek drogi. Stare biuro rodziców czekało na nową energię.

Punkt wyjścia: Obraz (dosłownie!)

Projektowanie zazwyczaj kojarzy się z układem ścian, ale u mnie punktem wyjścia był obraz. Wielkie płótno (100x150 cm) ustawiło całą przestrzeń. Jego rudości, brązy i żółcienie idealnie korespondują ze słońcem, które wpada do biura zorientowanego na zachód.

Paleta barw była już jasna: MOCNE rudości, neutralne beże i czarne, kontrastowe akcenty. Do tego kultowe krzesła w stylu Bauhausu po rodzicach - czarna skóra i chromowane nóżki nadały przestrzeni wyrazisty charakter.

Kolor i światło – tu nie ma kompromisów

Testowanie kilkunastu odcieni beżu i rudości może wydawać się przesadą, ale wierzcie mi – odcień odcieniowi nierówny. Testujcie kolory zawsze na miejscu, nigdy w sklepie!

Podobnie ze światłem. Sufit i ściany pomalowane na ten sam kolor (neutralny beż) zatarły granice niskiego pomieszczenia (245 cm). Oświetlenie sufitowe uzupełniłam taśmami LED o ciepłej barwie i designerską lampą z...IKEA. W oprawach sufitowych wymieniłam żarówki na takie o wysokim parametrze oddawania barw - dzięki temu lampka biurkowa stała się zbędna.

Wielki obraz (100x150) - to on "podyktował" rudości, beże i ciemne akcenty w całym studio.
Wielki obraz (100x150) - to on "podyktował" rudości, beże i ciemne akcenty w całym studio.

W poszukiwaniu idealnego beżu...
W poszukiwaniu idealnego beżu...

Design z sieciówki i detale „z duszą”

Nie boję się rozwiązań z IKEA, ale uwielbiam nadawać im indywidualny charakter. Aby standardowe szafki nabrały „mojego” stylu, dodałam własne nóżki, a TIP-ONy zastąpiłam gałkami. Ten prosty trik kompletnie zmienił odbiór produktu! Katalogi pogrupowałam w plecione pudła, co pozwoliło uporządkować przestrzeń.

W biurze nie ma miejsca na nudę:

  • Rośliny: Kocham monstery, więc wielki okaz musiał znaleźć się w sercu biura. Część kwiatków kupiłam jeszcze zanim zaczął się remont (przetrwały!). Dziś kolekcja stale rośnie dzięki moim wspaniałym gościom i inwestorom. Aby nie ograniczać ich ilości, pojawiła się dedykowana półka.
  • Podłoga: Szukając oszczędności, zostawiłam istniejące, neutralne wizualnie kafle. Przykryłam je rudym dywanem, co natychmiast ociepliło wnętrze.
  • Maskownice wielofunkcyjne: Jedna ukrywa kratkę wentylacyjną i daje nastrojową poświatę LED, druga chowa karnisz. Zasłony z sieciówki wymagały jedynie skrócenia.

Poznajcie Bukę - moją tymczasową kontrolerkę jakości. Pilnowała, żeby każdy detal był dopięty na ostatni guzik.
Poznajcie Bukę - moją tymczasową kontrolerkę jakości. Pilnowała, żeby każdy detal był dopięty na ostatni guzik.

Prawdziwe oblicze projektowania. Kiedy wizja spotyka się 
z rzeczywistością w niedzielny wieczór...
Prawdziwe oblicze projektowania. Kiedy wizja spotyka się z rzeczywistością w niedzielny wieczór...

Ściana, która żyje

Jedna ze ścian to moja „ruchoma kompozycja”. Spieki, kamienie, mikrocementy, forniry - poukładane kolorystycznie lub tematycznie. To serce biura, które zmienia się wraz z projektami, nad którymi aktualnie pracuję. Inspiruje mnie i ułatwia decyzje moim inwestorom.

Monstera w sercu biura to był dla mnie absolutny must - have.
Monstera w sercu biura to był dla mnie absolutny must - have.

Ściana z próbkami - "stała zmienna" w biurze.
Ściana z próbkami - "stała zmienna" w biurze.

Łazienka: Metamorfoza bez kucia

Tu postawiłam na renowację. Kafle przemalowałam specjalną farbą. Punktem wyjścia znów stał się mój obraz - tym razem pamiątka z Majorki, inspirowana zachodem słońca. Większość kafli to złamana biel, a ścianka oddzielająca umywalkę od toalety to zgaszona, rozbielona terakota. Wymieniłam syfon na dekoracyjny, dodałam półprzepuszczalną roletę i, oczywiście, kwiatek!

Czasami do podjęcia kluczowych decyzji projektowych wystarczy.. szkic na telefonie :D
Czasami do podjęcia kluczowych decyzji projektowych wystarczy.. szkic na telefonie :D

Metamorfoza łazienki bez kucia kafli. Zgaszona terakota i złamana biel stworzyły przyjemny klimat niskim kosztem.
Metamorfoza łazienki bez kucia kafli. Zgaszona terakota i złamana biel stworzyły przyjemny klimat niskim kosztem.

Wejście i pierwsze wrażenie

Aby wyodrębnić wejście do biura, dodałam donice z roślinkami na parapecie oraz iglaste drzewko obok drzwi. W mini-hallu wejściowym wisi moja praca upamiętniająca tortury- rysunek techniką „kropek”, który realizowałam podczas kursu przed studiami. To był prawdziwy test na cierpliwość!

Nie mogło zabraknąć roślin na zewnątrz i krzesła do rozmów przez telefon na świeżym powietrzu.
Nie mogło zabraknąć roślin na zewnątrz i krzesła do rozmów przez telefon na świeżym powietrzu.

Zachodzące słońce...
Zachodzące słońce...

Jak się pracuje w studio LA HOYA?

DOBRZE. Mam swoje miejsce. Od wejścia wita mnie piękny zapach perfum, w biurze praktycznie zawsze gra playlista z elektroniką. Ściana próbek inspiruje do śmiałych decyzji projektowych, a obrazy i rośliny przypominają o moich pasjach.

Serdecznie zapraszam na kawę! Wspólnie stworzymy coś wyjątkowego.

Etap: widać efekty, zbliżamy się do końca, Bunia!
Etap: widać efekty, zbliżamy się do końca, Bunia!

P.S. Na koniec muszę wspomnieć o moim osobistym „dziale wsparcia”. Ogromne podziękowania dla męża (człowieka od wszystkiego!) i rodziców. Bez tej technicznej (i cierpliwej!) pomocy studio LA HOYA nie ruszyłoby tak sprawnie. ❤️

Szczęście i zmęczenie!
Szczęście i zmęczenie!
Powrót do bloga
Udostępnij: